
Jakiś czas temu w gabinecie pojawił się pacjent z typowym obrazem rwy kulszowej. Celowo użyłem zestawienia tych słów, choć wiem, że będąc fizjoterapeutą powinienem wystrzegać się łączenia; typowym i rwa kulszowa. Na co dzień spotykam się z postrzeganiem tego terminu jako wielkiego worka, do którego wrzuca się wszystkie dolegliwości w obrębie dolnego kręgosłupa i pośladka, promieniującymi do nogi, lub nie. Jak się jednak okazuje nie zawsze to takie oczywiste.

Pacjent to mężczyzna po trzydziestce pracujący na nogach w trybie zmian 12 godzinnych. Zgłosił się z bólem i sztywnością w dolnym odcinku pleców, oraz bólem jednej stopy, który czasem promieniował w górę w stronę kolana. Ból stopy najczęściej był nagły o charakterze “prądowym/nerwowym”.
Po dokładnym wywiadzie i badaniu kręgosłupa, oraz nerwów obwodowych nie miałem jednoznacznej odpowiedzi w kwestii korelacje bólu pleców i stopy. Coś się nie kleiło. Postanowiłem sięgnąć po głowice ultrasonografu, bo do głowy przyszedł mi jeszcze jeden pomysł i pytanie. A co jeśli to objawy dwóch różnych, niezależnych od siebie chorób?
Lokalizacja bólu w śródstopiu między trzecim a czwartym palcem, oraz charakter bólu podpowiadały mi, że może to być nerwiak Mortona. Po przyłożeniu głowicy, wykonałem test ucisku przestrzeni międzykostnych. Dodatni objaw Muldera. To był strzał w dziesiątkę, który pozwolił na zaaranżowanie skutecznej fizjoterapii. Osobno dla dolnego odcinka kręgosłupa i stopy.

Jeśli czytasz ten tekst i jesteś fizjoterapeutą zapamiętaj jedno - bądź “niewiernym Tomaszem”, nawet kiedy pacjent przychodzi z gotową diagnozą, sprawdź drugi raz. W mojej kilkunastoletniej pracy przerabiałem to wiele razy. Zespół mięśnia gruszkowatego okazywał się przepukliną w odcinku lędźwiowym. Bolący bark, okazywał się radikulopatią szyjną i wiele innych. Nic nie zastąpi dobrej diagnostyki i wnioskowania klinicznego.