Tak brzmi tytuł artykułu, który został opublikowany na stronie szpitala Carolina w Warszawie.
Osobiście również spotykam się z wątpliwościami tej natury u swoich pacjentów w gabinecie. Jak podaje autor w opinii pacjentów wciąż mocno zakorzenione jest przekonanie, że trwałość endoprotezy to jakieś 10 - 15 lat, a po ich upływie czeka ich ponowna operacji i kolejna wymiana stawu. Taka informacja może budzić obawy szczególnie u młodszych pacjentów.
W artykule wskazano, że to postrzeganie jest już dość mocno nieaktualne z czym w pełni się zgadzam. Najprostszą więc odpowiedzią na pytanie o aktualna trwałość protez jest rozwój technologii i medycyny, który przyczynia się do znacznie dłuższej przeżywalności implantów. Dawne rozwiązania znacząco różniły się od tych stosowanych dziś. Autorzy wskazują w tym miejscu głównie na wykorzystanie nowoczesnych materiałów i precyzję osadzania implantów, a ponadto podkreślają rolę kwalifikacji pacjentów, planowania zabiegu i rehabilitację pooperacyjną.
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym ostatnim. Rehabilitacja pooperacyjna; to dziś wiedza ogólna wśród pacjentów i specjalistów ortopedii. Bez rehabilitacji nie ma mowy o długofalowej poprawie, ponieważ sama wymiana stawu, może uśmierzyć ból, który wynikał z uszkodzenia struktury, jednak bez odtworzenia funkcji pacjent nie odzyska pełni sprawności.
Mówiąc o funkcji mam na myśli, to że pacjent często trafiając na operację już od dłuższego czasu ma chód utykający w wyniku osłabienia mięśni pośladka, a także osłabienie, lub zniesienia ruchomości stawu biodrowego. Często Ci pacjenci od kilku lat nie klękają, nie kucają, nie biegają, a także wykształcają wiele kompensacji w zakresie poruszania się w czynnościach dnia codziennego. Równie często pokłosiem spadku aktywności jest wzrost masy ciała. Im mniej się ruszasz, tym mniej spalasz kalorii.
Rehabilitacja pooperacyjna ma za zadanie poprawić opisane funkcję, oraz zapobiec dodatkowym ubytkom wynikającym z samej operacji; atrofii pooperacyjnej, czyli spontanicznemu pooperacyjnemu zanikowi mięśni, a także odbudować uszkodzoną w wyniku operacji propriocepcję - czucie stawowe, które jest bardzo istotnym składnikiem równowagi i stabilności.
Jak więc długo wytrzymują dzisiejsze implanty?
Według autorów artykułu z przytoczonych analiz zaprezentowanych w 2019 roku w czasopiśmie The Lancet trwałość endoprotez bioder to kolejno:
W przypadku bioder jest jeszcze lepiej i jest to niesamowite 30 lat w aż 92 % przypadków. To pokazuje jak wielki postęp zrobiła medycyna w ostatnich dekadach.
Na koniec warto zadać sobie pytanie jakie inne czynniki mogą wpływać na trwałość endoprotezy.
Autorzy artykułu wskazują między innymi na wiek pacjentów – choć w tym przypadku nie jestem pewien, czy mówiąc o tym, że młodsi pacjenci są bardziej aktywni mieli na myśli korzyść dla przeżywalności. Jako inny ważny czynnik wskazano masę ciała – ta niestety może mieć istotny wpływ na przyspieszone zużycie implantu. Ponadto niektóre aktywności sportowe mogą w pewnym stopniu przyczynić się do większego obciążenia implantu. Pozostałe czynniki to choroby współistniejące i odpowiednia rehabilitacja.
Podsumowując, czy warto odkładać operację na później? Jak zwykle to zależy, a sama decyzja powinna być ustalana indywidualnie z ortopedą. Jeśli jednak pacjent cierpi, pogarsza się jego jakość życia, choroba ogranicza aktywność zawodową i społeczną, a jedynym co go powstrzymuje jest obawa o żywotność implantu, warto zastanowić się czy ta obawa jest na pewno słuszna.
Link do artykułu
https://carolina.pl/aktualnosci/trwalosc-implantow
Przez lata diagnoza choroby Osgood-Schlattera brzmiała dla młodego zawodnika piłki nożnej jak wyrok: „Koniec z treningami na kilka miesięcy, bezwzględny odpoczynek, a najlepiej gips lub orteza”.
Dziś wiemy, że takie podejście przynosiło więcej szkody niż pożytku. Medycyna sportowa i fizjoterapia przeszły ogromną ewolucję. Zamiast całkowitego wykluczenia, stawiamy na inteligentne zarządzanie obciążeniem.
Oto jak zmieniło się postrzeganie tego schorzenia na przestrzeni lat:
| Dawne podejście (Pasywne) | Nowoczesne podejście (Aktywne) |
| Całkowity zakaz aktywności i unieruchomienie stawu. | Modyfikacja obciążeń – trenujesz tyle, na ile pozwala ból (tzw. load management). |
| Czekanie, aż dziecko „wyrośnie” z problemu. | Aktywna terapia: praca nad balansem mięśniowym, elastycznością i techniką biegu. |
| Leczenie objawowe (tylko lód i leki przeciwzapalne). | Szukanie przyczyny (np. przeciążenia czwórogłowego) i biomechaniczna korekta. |
Współczesna fizjoterapia nie zgaduje – ona bada. Kluczowym elementem mojej praktyki gabinetowej jest regularna ewaluacja ultrasonograficzna (USG).
Dzięki USG wykonywanemu bezpośrednio podczas wizyty możemy:
Najważniejszy wniosek brzmi: Osgood-Schlatter nie musi skreślać młodego piłkarza z gry w sezonie.
Dzięki odpowiedniemu zarządzaniu procesem leczenia, edukacji młodego zawodnika (oraz jego rodziców i trenera) i monitorowaniu postępów w USG, jesteśmy w stanie utrzymać ciągłość treningową. Zamiast frustrującej przerwy na kanapie, młody sportowiec przechodzi przez celowany, bezpieczny proces, który pozwala na sprawny i pełny powrót do regularnej rywalizacji na boisku.
Masz w domu młodego sportowca narzekającego na ból pod rzepką? Nie czekaj, aż ból zmusi go do zejścia z boiska. Kluczem jest szybka diagnostyka USG i wdrożenie nowoczesnego planu działania.
Na regenerację po przeciążeniu, lub urazie składa się wiele czynników. Część z nich może być nawet przyczyną samego przeciążenia. Niewątpliwie królem regeneracji jest sen i choć to niepopularne często powtarzam pacjentom, że więcej niż jestem w stanie zrobić w gabinecie, może zrobić dobry sen. Co za tym idzie kiepska jakość i małą ilość snu, mogą pogarszać codzienną regenerację i być przyczyną przeciążeń, oraz urazów będących następstwem przeciążeń.
Kolejnym ważnym czynnikiem wpływającym na sprawną regenerację jest to jak się odżywiasz. Nie chcę wchodzić w kompetencję dietetyków, ale rzeczy tak podstawowe jak udział makroskładników, czyli białek, cukrów i tłuszczu w codziennej diecie ma ogromne znaczenie. Białko jest podstawowym budulcem dla większość tkanek i ciężko bez niego o dobrą regenerację, z drugiej strony nadmiar cukrów, może zwiększać stan zapalny i osłabiać produkcję kolagenu.
Jest jeszcze wiele czynników drugiego i trzeciego rzędu jak poziom stresu, używki takie jak alkohol i nikotyna. Ta ostatnia zaburza mikrokrążenie i upośledza zrost kostny.
Czy jako fizjoterapeuci mamy jakieś skuteczne metody poprawy regeneracji, poza zwróceniem uwagi na powyższe czynniki w trakcie rozmowy z pacjentem?
Niewątpliwie tak. Najprostszymi będą różne formy masażu, prowadzące do zmniejszenie obrzęku i poprawy krążenia co sprzyja regeneracji. Ruch i wczesna aktywizacją również będą tu niezastąpione. Dysponujemy też metodami, które mogą wspomóc regenerację w mniej oczywisty i głębszy sposób, tam gdzie inne metody mają średnią skuteczność. Często wracam do tkanki łącznej, ścięgien, więzadeł, czy torebek stawowych. Ich metabolizm jest bardzo powolny, a do tego jak pokazują badania tkanki te niewiele sobie robią z masażu.
Metodą, którą stosujemy u pacjentów po urazach i przeciążeniach, w celu przyspieszenia regeneracji, a także żeby nasilić produkcję kolagenu i elastyny i poprawić krążenie tkanek głębiej położonych jest INDIBA. To narzędzie wykorzystujące przepływ prądu elektrycznego przez tkanki z silnie udokumentowaną w badaniach skutecznością. Urządzenie to na co dzień wykorzystywane jest w topowych klubach piłkarskich takich jak FC Barcelona, a także przez światowej klasy sportowców takich jak Iga Świątek. INDIBA przyspiesza gojenie tkanek stymulując fibroblasty do zwiększonej produkcji kolagenu. Redukuje ból, poprawia drenaż i mikrokrążenie co sprzyja usuwaniu metabolitów z miejsca urazu. Jest także bezpieczna we wczesnej interwencji, dzięki możliwości rozpoczęcia terapii w dawkach atermicznych (nie zwiększa temperatury, co jest przeciwwskazane w początkowych fazach gojenia).

Wszystko o czym wspomniałem pokazuje jak złożonym zjawiskiem jest regeneracja, oraz że nierzadko wymaga interdyscyplinarnego podejścia w zarządzaniu jej przebiegiem dla skutecznego powrotu do zdrowia.
Jakiś czas temu w gabinecie pojawił się pacjent z typowym obrazem rwy kulszowej. Celowo użyłem zestawienia tych słów, choć wiem, że będąc fizjoterapeutą powinienem wystrzegać się łączenia; typowym i rwa kulszowa. Na co dzień spotykam się z postrzeganiem tego terminu jako wielkiego worka, do którego wrzuca się wszystkie dolegliwości w obrębie dolnego kręgosłupa i pośladka, promieniującymi do nogi, lub nie. Jak się jednak okazuje nie zawsze to takie oczywiste.

Pacjent to mężczyzna po trzydziestce pracujący na nogach w trybie zmian 12 godzinnych. Zgłosił się z bólem i sztywnością w dolnym odcinku pleców, oraz bólem jednej stopy, który czasem promieniował w górę w stronę kolana. Ból stopy najczęściej był nagły o charakterze “prądowym/nerwowym”.
Po dokładnym wywiadzie i badaniu kręgosłupa, oraz nerwów obwodowych nie miałem jednoznacznej odpowiedzi w kwestii korelacje bólu pleców i stopy. Coś się nie kleiło. Postanowiłem sięgnąć po głowice ultrasonografu, bo do głowy przyszedł mi jeszcze jeden pomysł i pytanie. A co jeśli to objawy dwóch różnych, niezależnych od siebie chorób?
Lokalizacja bólu w śródstopiu między trzecim a czwartym palcem, oraz charakter bólu podpowiadały mi, że może to być nerwiak Mortona. Po przyłożeniu głowicy, wykonałem test ucisku przestrzeni międzykostnych. Dodatni objaw Muldera. To był strzał w dziesiątkę, który pozwolił na zaaranżowanie skutecznej fizjoterapii. Osobno dla dolnego odcinka kręgosłupa i stopy.

Jeśli czytasz ten tekst i jesteś fizjoterapeutą zapamiętaj jedno - bądź “niewiernym Tomaszem”, nawet kiedy pacjent przychodzi z gotową diagnozą, sprawdź drugi raz. W mojej kilkunastoletniej pracy przerabiałem to wiele razy. Zespół mięśnia gruszkowatego okazywał się przepukliną w odcinku lędźwiowym. Bolący bark, okazywał się radikulopatią szyjną i wiele innych. Nic nie zastąpi dobrej diagnostyki i wnioskowania klinicznego.
Drogie Panie, wiemy doskonale, że temat badania piersi często budzi u nas mieszane uczucia – od lekkiego stresu, po zwykłe odkładanie wizyty „na później”. W Fizjoterapia Kołobrzeg chcemy to zmienić i sprawić, by dbanie o zdrowie było dla Was nie tylko absolutnym standardem, ale też procesem maksymalnie komfortowym i precyzyjnym.
Dlatego z ogromną radością przedstawiamy Wam naszą nowość: zautomatyzowane badanie USG piersi 3D.
Wyobraźcie sobie badanie, które jest niezwykle dokładne, powtarzalne i całkowicie obiektywne. Tradycyjne USG zależy od ręki badającego, natomiast system automatyczny skanuje pierś warstwa po warstwie, tworząc trójwymiarowy obraz całego miąższu. To trochę jak wykonanie bardzo precyzyjnej „mapy” Waszego zdrowia.

W naszym gabinecie korzystamy z jednego z najnowocześniejszych systemów na rynku – Focus & Fusion Cygnus 3D. To urządzenie, które redefiniuje standardy diagnostyki obrazowej, oferując niespotykaną dotąd czystość i szczegółowość obrazu.

Wiemy, że nic nie zastąpi czujności specjalisty. Dlatego w Fizjoterapia Kołobrzeg stawiamy na dwuetapowy proces. Jeśli zautomatyzowany skan wykaże jakiekolwiek zmiany wymagające dokładniejszego przyjrzenia się, nie zostawiamy Was z samym wynikiem.
Każda znaleziona zmiana jest dodatkowo potwierdzona w ręcznym badaniu celowanym. Wykorzystujemy wtedy zaawansowane funkcje naszego aparatu:
To daje Wam „podwójny filtr” bezpieczeństwa i pewność, że diagnoza jest rzetelna.
Badania wykonuje nasza specjalistka, mgr Anna Ćmoch, która dba o to, by każda z Was czuła się w gabinecie swobodnie i bezpiecznie. Ania to fizjoterapeutka z ogromną wiedzą i jeszcze większym sercem do pacjentek, więc możecie być pewne, że jesteście w najlepszych rękach. Ponadto każde badanie zostaje sprawdzone i opisane przez lekarza specjalistę.
Drogie Panie, profilaktyka to najpiękniejszy prezent, jaki możecie sobie podarować. Zapraszamy do zapisów – zadbajmy o Wasze zdrowie wspólnie, korzystając z technologii jutra dostępnej już dziś w Kołobrzegu!